Skip to content
01/04/2011 / karol.krol

Badanie eyetracking użytkowników facebook’a

Eyetracking to metoda badawcza, która pokazuje na jakie elementy strony internetowej patrzą użytkownicy. Analizie poddawane są także akcje, które wykonują. Wyniki niosą istotną wartość ze względu na usability, które bezpośrednio przekłada się na konwersję – np. dokonanie zakupu, zapisanie się do newslettera itp. Właśnie opublikowano takie badania dla facebooka.

Zespół K2 User Experience opublikował wyniki badania eyetrackingowego, które odpowiada na pytanie Jak konsumujemy posty znajomych i marek na Facebook’u. Raport jest bardzo ciekawy i przyjemnie się go czyta, w związku z czym przedstawię tylko najważniejsze wnioski.

„Użytkownik facebooka czyta reklamy, ale w nie nie klika”

Mapa cieplna pokazuje na co patrzy użytkownik i jak dużo czasu poświęca na dany element strony. Mimo, że przęgląda tablicę do samego końca i zwraca uwagę na właściwie wszystkie elementy (wall, lewy sidebar i prawy sidebar), to nie wszędzie klika. Poziom zainteresowania, a co za tym idzie ilość kliknięć przedstawia się następująco:

Oznacza to, że bardzo niska jest skuteczność reklam i działań sponsorowanych na fb. Zaskakujące jest jednak, że dość sporym zainteresowaniem cieszą się wszystkie pozostałe sekcje strony. Użytkownikom przedstawiono jednakowe screenshoty, tak więc zapoznawali się z wyświetlaną treścią po raz pierwszy. Ma to znaczenie, gdyż uczestnik badania, który sprawdził swój profil kilkukrotnie danego dnia inaczej „patrzy” na facebooka.

Dekalog projektowania fanpage’a (strony)

Wnioski z badania zostały przedstawione w formie dekalogu, który daje bardzo ciekawe wskazówki, wcale nie oczywiste.

  1. Daj się polubić – użytkownicy czytają wpisy na ścianie, ale nie interesują ich reklamy
  2. Zacznij od pomysłu –  działaj zgodnie ze strategią social media
  3. Popisz się czymś więcej – uatrakcyjnij udostępniany content o zdjęcia, video i linki
  4. Dbaj o formę – użytkownicy czytają 2-3 pierwsze słowa z wpisu i może ich stracić w tym momencie
  5. Co kto lubi – umieszczenie wtyczek społecznościowych na stronach www jest zauważalne na fb i przyczynia sie do zwiększenia ruchu
  6. Jak Cie widzą, tak Cię lubią – avatar ma bardzo duży wpływ na postrzeganie marki
  7. Fan page na zakładkę – użytkownicy patrzą na nazwy zakładek, więc twórz konkursy i aplikacje w zakładkach
  8. Na lewo patrz – lewy sidebar to ważny punkt fanpage’a, warto to wykorzystać
  9. Nie kupuj fanów – nie muszę komentować
  10. Miłość od pierwszego wejrzenia – użytkownik poświęci Ci ok. 60 sekund na zapoznanie się z całą komunikacją, szanuj jego czas

Na zakończenie interesująca wizualizacja obszarów postrzeganych przez uczestników badania podczas przeglądania strony Lady Gagi.

Cały raport dostępny na stronie K2.

Wszystkie rysunki pochodzą z raportu.


<div><a title="Like this at Facebook" href="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=PASTE-POST-URL&show_faces=true&width=450&action=like&colorscheme=light"><img title="Like this at Facebook!" src="http://shongjog.files.wordpress.com/2010/06/facebook-like-button.jpg" alt="Like this at Facebook!" width="49" height="24" /></a></div>
Like this at Facebook!
30/03/2011 / karol.krol

Media społecznościowe na polskim rynku pracy

Od paru lat, na fali boomu portali społecznościowych w branży marketingowej trwa debata nad słusznością i opłacalnością prowadzenia działań w social media. Badania pokazują, że nadal skuteczna jest reklama konwencjonalna (offline) i e-marketing, ale w budżetach zwiększane są środki przeznaczone na promocję w mediach społecznościowych. HRK S.A. i portal rekrutacyjny udostępnili wyniki badań zastosowania internetu i mediów społecznościowych na polskim rynku pracy. Warto się z nimi zapoznać.

Strona popytowa rynku pracy

Wygoda korzystania z portali społecznościowych i coraz większa świadomość korzyści, które niosą narzędzia social media spowodowały skokowy wzrost firm, które prowadzą regularną komunikację za ich pośrednictwem. Dotyczy to także firm rekrutujących pracowników. Podstawowe powody są dwa:

  • niestałość zatrudnienia i związana z nią trudność przewidywania, kiedy zmuszeni będziemy do poszukiwania pracy oraz łatwość w śledzeniu pojawiających się atrakcyjnych ofert pracy, dzięki śledzeniu profili firm rekrutacyjnych;
  • rosnący zasięg social media ze względu na liczbę polskich użytkowników portali społecznościowych  – wg danych PBI Gemius za styczeń 2011 największy polski portal społecznościowy nk.pl ma 12,3 mln unikalnych użytkowników, a amerykański facebook już 9,9 milionów uu w Polsce.

Jak pokazują wyniki badania, aż 51% firm zdecydowało się na komunikację w mediach społecznościowych, ale jednocześnie 34% deklaruje, że nie planuje działań tego typu w najbliższej przyszłości. Pracodawcy najczęściej korzystają z narzędzi udostępnianych przez goldenline.pl – 71% (portal dla profesjonalistów i poszukujących pracy) oraz facebook’a – 54%.

Opisane zastosowania mediów społecznościowych przez firmy są oczywiste. Pojawia się jednak dodatkowy sposób ich wykorzystania, zwłaszcza przez firmy HR – sprawdzanie aktywności kandydatów na tychże portalach. Mimo, że ten wniosek nie wynika z raportu, w środowisku nikt nie ukrywa, że w podjęciu decyzji o przyjęciu kandydata pomaga nie tylko jego doświadczenie opisane w CV, czy dobre wyniki w testach rekrutacyjnych, ale także to, co reprezentuje sobą w sieci. Oznacza to, że w rekrutacji uwzględnia się nie tylko sferę zawodową, ale także prywatną!

Strona podażowa rynku pracy

Podaż na rynku pracy stanowią pracownicy i kandydaci. Zgodnie z wynikami badań, najczęściej z social media korzystają specjaliści (29%), bezrobotni (27%) i szeregowi pracownicy (22%). Łatwe śledzenie rynku pracy za pomocą obserwowania, czy „lubienia” określonych firm daje dostęp do aktualnych ofert, a jednocześnie nie wiąże się z wysyłaniem CV, co często odbierane jest jako brak lojalności wobec obecnego pracodawcy.Potwierdzają to także wyniki badań, które wykazują, że aż 62% ankietowanych poszukuje stale pracy, mimo, że tylko część z nich nie jest aktywna zawodowo.

Zaplanowane uczestnictwo w mediach społecznościowych pozwala na zaprezentowanie swoich kompetencji. Często jest to doceniane przez innych użytkowników lub headhunterów na portalach dla profesjonalistów, jak goldenline, czy linkedin. Okazuje się więc, że media społecznościowe zarówno w zdobyciu pracy mogą szkodzić, jak i pomagać. Działania podejmowane przez pracowników na portalach społecznościowe są przedstawione na poniższym grafie z badań HRK i gazetapraca.pl.

W porównaniu z narzędziami social media wskazywanymi przez pracodawców, odmiennie przedstawia się struktura popularności miejsc, na których kandydaci poszukują ofert pracy. Pokazuje to interesujące zjawisko – kandydaci szukają pracy tam, gdzie do tej pory nie można jej znaleźć. Wykazuje to lukę po stronie popytowej rynku pracy, zwłaszcza na nk.pl. A przecież skuteczna rekrutacja jest wspólnym celem obu stron rynku pracy.

Dyskryminacja na rynku pracy

Zdecydowana przewaga portali z ofertami pracy maleje na rzecz portali społecznościowych. Stwarzają one korzystne warunki, zarówno dla pracodawców, jak i kandydatów. Ci pierwsi mogą prowadzić komunikację, zwiększać dotarcie, obniżać koszty rekrutacji i powiększać bazę potencjalnych kandydatów. Z kolei druga grupa ma szansę zaprezentować swoje kompetencje i doświadczenie, ponieważ wiadomo, że aktywność w sieci jest przez firmy monitorowana. Jednocześnie zbyt swobodne działania w przestrzeni internetowej mogą przekreślić rozwój kariery. Jest to niejako dyskryminacja kandydatów, która jednak nie podlega regulacji. Nie wolno zapytać o to czy kobieta jest w ciąży, mężczyzna jest homoseksualistą, ani o wyznawaną religię. Samowolnie rezygnujemy jednak z części prywatności na rzecz uczestniczenia w wirtualnej społeczności i dajemy odpowiedzi na wszystkie te pytania! Każdy powinien być więc świadom negatywnych skutków funkcjonowania na takich portalach i umiejętnie korzystać z możliwości.

Raport można ściągnąć ze strony: http://www.hrk.pl/docs/raport_marzec2011.pdf

18/03/2011 / karol.krol

Doing businness 2011 – Polska na tle świata

Znalezienie odpowiednich źródeł kapitału na stworzenie i rozwój nowego biznesu jest jednym z kluczowych czynników prowadzących do osiągnięcia sukcesu. Poza licznymi aspektami codziennego prowadzenia biznesu i siłowania się z mikrootoczeniem w walce o klienta, lepsze warunki dostaw, ucieczkę do przodu przed konkurencją, warto pamiętać o wpływie otoczenia makro na funkcjonowanie firmy. Bank Światowy i Międzynarodowa Korporacja Finansowa wydały wspólną publikację – Doing Business 2011, warto przyjrzeć się statystykom i ocenie Polski.

Łatwość prowadzenia biznesu w Polsce

Doing Businness 2011 – making a difference for enterpreneurs to wynik ewaluacji otoczenia biznesu w analizowanych państwach, w paru kluczowych obszarach. Tegoroczny raport po raz ósmy ocenia państwa świata pod względem prowadzenia biznesu. Tak jak w zeszłorocznej edycji, również bieżąca publikacja ocenia aż 183 państwa, pod kątem wielu istotnych aspektów codziennej biznesowej aktywności. Najbardziej interesującym wskaźnikiem jest „łatwość prowadzenia biznesu”. Ocenia on regulacje prawne pod kątem zarówno łatwości poruszania się w środowisku prawnym, jak i skuteczności ochrony własności. Pierwsza piątka to Singapur (1.), Hong Kong, Nowa Zelandia, Wielka Brytania i USA (5.). Najtrudniej jest przedsiębiorcom w Czadzie, Republice Środkowoafrykańskiej, Burundi i Erytrei. Państwa wg szerszych grup ekonomicznych są przedstawione na poniższym grafie (średnia pozycja w swojej grupie).

Co nie jest dziwne najłatwiej biznes prowadzi się w najbogatszych państwach OECD. Najtrudniej z kolei w krajach Afryki Środkowej. Polska zajęła miejsce 70., co oznacza poprawę o 3 miejsca w stosunku do poprzedniego roku i znalezienie się ponad średnią państwa CEEE&CA. Z bliskich sąsiadów wyprzedza nas Białoruś, czy Czechy, ale poniżej w rankingu znajdują się min. Włochy, Indie i Chiny.

Fazy rozwoju przedsiębiorstwa w Polsce – lepiej mieć kapitał, niż go potrzebować

Konsultanci Banku Światowego i Międzynarodowej Korporacji Finansowej przeanalizowali gospodarki pod kątem różnych etapów prowadzenia biznesu. Ocena procedur, czasu, kapitału minimalnego i kosztu założenia firmy dała nam miejsce 113. (na 183). Jeszcze gorzej wygląda kwestia pozwoleń budowlanych, Polska zajmuje pod tym względem dopiero 164 miejsce. Słabo wyglądają też obciążenia podatkowe (121.) – wyliczono, że średnio płatności trzeba dokonać 29 razy w roku, a rozliczenia zajmują ok. 325 godzin rocznie.

Zdecydowanie lepiej Polska wypadła pod względem dostępności kredytów – zajęła znakomite 15-te miejsce. Regulacje i otoczenie rynkowe gwarantują dobrą ochronę inwestorów (44.) i niezłe warunki do ekspansji międzynarodowej (49.).

 

Raport pokazuje, że niestety w Polsce nie jest zbyt dobrze, bo wartości są bardzo mocno zróżnicowane. Doing Business 2011 pokazuje, że dobrze wygląda uregulowanie i rozwój naszego rynku finansowego, ponieważ w tych kategoriach zajęliśmy wysokie miejsca w porównaniu ze wszystkimi ważnymi, rozwiniętymi gospodarkami świata. Potwierdza to w pewnym sensie tezę, że  Polskę ominęło wiele negatywnych zjawisk związanych z kryzysem finansowym, dzięki odpowiedniej kontroli rynku finansowego, zapewnionej głównie przez skuteczność działań Komisji Nadzoru Finansowego.

Tak, czy inaczej – biznes w Polsce prowadzi się trudno. Nie dość, że „everyday at a startup is a rollercoaster”, to na przedsiębiorców spadają jeszcze problemy proceduralne i rozwiązania prawne hamujące rozwój. Dopiero w porównaniu do wszystkich istotnych gospodarek świata widać, jak wiele nam brakuje i jak wolno zachodzą zmiany. Oby sytuacja ta ulegała zmianie in plus w najbliższych latach!

04/03/2011 / karol.krol

Przykłady kampanii finansowania społecznościowego cz. 1 – film Wszystko i Greenpeace

Zaprezentuję kazusy dwóch kampanii finansowania społecznościowego – jednej polskiej i jednej globalnej. Różni je właściwie wszystko – wielkość potrzeb, możliwości dotarcia, pozycja marketingowa. Oba pokazują skuteczność tego sposobu zbierania kapitału. Co więcej, w przypadku filmu „Wszystko” jest to jedyna możliwość finansowania przedsięwzięcia.

Finansowanie społecznościowe

Zgodnie z definicją crowdfunding składa się z 3 podstawowych obszarów – potrzeby kapitałowej, środowiska wirtualnego i elektronicznych kanałów dotarcia oraz społeczności, która za pomocą niewielkich wpłat ma umożliwić pomysłodawcy realizację projektu. Wszystkie te warunki zostały spełnione w przypadku obu kampanii – Artura Wyrzykowskiego i Greenpeace’u.

Artur Wyrzykowski – wszystko.net

Artur Wyrzykowski kończąc w 2006 roku Warszawską Szkołę Filmową zapragnął nakręcić i profesjonalnie wydać krótkometrażowy film. Możliwości finansowe nie pozwalały na jego realizację, w związku z czym założył stronę internetową i rozpoczął kampanię, w której zwrócił się z prośbą o dofinansowanie przedsięwzięcia. Akcja została wsparta przez media i zauważona przez kilka organizacji branżowych. W wyniku działań promocyjnych w internecie na cel przedsięwzięcia fundusze przekazało 688 osób, na łączną kwotę 28 306 złotych! W zamian otrzymają specjalną kopię filmu na DVD.

Otoczka wokół przedsięwzięcia została dostrzeżona także przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, którego dyrektor – Agnieszka Odorowicz – przekazała na ten cel 20 000 zł. Resztę budżetu  zaplanowanego na 80 000 zł autor pożyczył. Efektem tych działań jest podpisana umowa o dystrybucję i w kwietniu film będzie miał swoją otwartą premierę. Ważną kwestią jest także namówienie  do odtworzenia ról znanych aktorów młodego pokolenia, są to min. Marta Żmuda-Trzebiatowska i Michał Koterski. Jest to jeden z pierwszych przykładów finansowania społecznościowego w Polsce, choć autor akcji nie wiedział, że tak się ten proces nazywa. Udało mu się zgromadzić zainteresowaną społeczność, która wywołała buzz, co z kolei zainteresowało media. Spirala popularności sprawiła, że fundusze wpłacili zarówno fani pomysłu, jak i organizacja branżowa. A prawa autorskie i korzyści z dystrybucji zachował autor. Bardzo interesujący przykład. Sam film zapowiada się ciekawie, więc w przerwie przed drugim kazusem zachęcam do obejrzenia teasera.

Greenpeace – New Rainbow Warrior

Nie chcę przekazywać mojej opinii o jednej z największych organizacji walczącej o dobro zwierząt i roślin, a gdzieś pomiędzy także nas – ludzi. Interesujący jest natomiast sposób w jaki zbiera pieniądze na swój nowy projekt. Rainbow Warrior to statek, który pozwolił organizacji na przeprowadzenie licznych akcji protestacyjnych, np. przeciwko nielegalnym połowom rekinów. Po 25 latach służby statek zakończył swoją służbę. Ze świetnie zaplanowanym podejściem marketingowym i społecznościowym GP szuka donatorów budowy nowego „Tęczowego Wojownika”. Akcja trwa od niedawna, ale już udało się zebrać 30% całkowitych kosztów budowy statku.  Każdy z wpłacających otrzymuje certyfikat współudziału w przedsięwzięciu bez jakichkolwiek praw własności. Poza dobrowolnymi wpłatami, można zapłacić za konkretny element statku. Niestety ster i kołowrót kotwicy już są wykupione...

Greenpeace przygotował specjalną stronę internetową dedykowaną projektowi, gdzie za intro służy film prezentujący dotychczasowe akcje z wykorzystaniem statku i udowadnia jak bardzo potrzebny jest nowy. Organizacja  szuka potencjalnych wspierających także na swojej stronie na fb. Mając 3/4 miliarda lajkersów może liczyć na liczny odbiór prośby o pomoc. Widać, że budowa New Rainbow Warrior jest projektem priorytetowym, bo jest głównym elementem landing page’a.

O postępach GP w finansowaniu społecznościowym budowy statku będę informował, bo mało kto ma takie możliwości angażowania społeczności. Projekt pewnie się powiedzie i zostanie zrealizowany, nie wiadomo tylko w jakim czasie. Film Wszystko od pomysłu do premiery potrzebował około 4 lat, ale marzenia i plany twórcy udało się zrealizować. O ile Greenpeace może liczyć na różne źródła przychodów, o tyle dla Wyrzykowskiego nie było alternatywy. Doskonały dowód na skuteczność i sens stosowania crowdfundingu do realizacji kreatywnych, innowacyjnych, ale i ryzykownych przedsięwzięć.

 

Like this at Facebook!
28/02/2011 / karol.krol

Innowacje w start-upach i lutowy Netcamp 25-26.02.2011

W miniony weekend miałem przyjemność uczestniczyć w Netcampie – szczecińskiej inicjatywie regularnych spotkań branży IT. Cykl został doceniony przez Ministerstwo Gospodarki i uznany jednym z polskich finalistów konkursu „Europejskie Nagrody Przedsiębiorczości” organizowanego przez Komisję Europejską. Postanowiłem uczestniczyć w tym wydarzeniu, zwłaszcza, że następnego dnia (w sobotę) odbyło się szkolenie „Jak zbudować i rozwijać startup w oparciu o innowacje”. Pięknie brzmiący temat pokrywał się z moimi zainteresowaniami osobistymi i zawodowymi, w związku z czym podjąłem decyzję o podróży do Szczecina.

Netcampy są okazją do spotkań branżowych i wymiany doświadczeń. Spotkania składają się z części merytoryczno-prezentacyjnej, po której następuje czas relaksu, integracji i networkingu. Do Bussiness Clubu dotarłem z pewnym poślizgiem i nie załapałem się na miejsce, z którego było widać prezentujących, ponieważ popularność tych spotkań przewyższyła moje przypuszczenia i chętnych było po prostu za dużo. Szybki mobilny check facebooka i dowiedziałem się o livestreamingu z sesji – doskonały pomysł, a jak się później okazało – testowany po raz pierwszy. Z różnych powodów uczestniczyłem więc w spotkaniu jako widz online.

Prezentacje dotyczyły kazusów startupów i firm internetowych, które prezentowały swoje platformy i poddawały się (nierzadko krytycznej) ocenie słuchaczy i chętnie odpowiadały na pytania. Podstawowy wniosek z prezentacji to ważna umiejętność balansowania pomiędzy skrajnościami w prowadzeniu biznesu internetowego (balansowanie to zdaje się ulubione słówko Łukasza Wiewiórowskiego z Groupona) :)

  1. Projektujikupuj.pl będzie platformą, która umożliwi wpisanie szczegółowych wymiarów i urządzenie całego pomieszczenia oraz natychmiastowe przejście do zakupów. Wygodne i szybkie urządzenie mieszkania z okna przeglądarki to ciekawa realizacja. Dużym minusem jest to, że firma nie planuje organizacji logistyki, przez co dostawy od różnych producentów przyjdą w osobnych paczkach, ale za to ze spójnym systemem płatności, reklamacji i warunkami zakupu. Balansują między sklepem internetowym, a zintegrowaną platformą dekoratorsko-budowlaną.
  2. Reprezentant zapytaj.com.pl opowiedział o 2 latach oczekiwania na faktyczny rozwój bazy użytkowników portalu Q&A, kłopotach technologicznych  i przekonywał, że pół miliona wejść dziennie osiągnęli bez marketingu. Interesujący był opis problemu młodych spamerów na portalu. Zdaniem zapytaj.com.pl należy ich bezwartościowe wypowiedzi moderować, usuwać i dbać o jakość kontentu, a z drugiej strony ci sami użytkownicy po czasie dorastają, rozwijają się i mogą być bardzo atrakcyjnymi userami ze zbudowaną historią i credibility na portalu. Balansują między jakością i wielkością bazy użytkowników, a co za tym idzie wartością kontentu.
  3. Groupon to największy portal social shopping, który opisałem już zarówno jako firmę, jak i opisując fenomen zakupów grupowych w Polsce. Kazus ciekawy o tyle, że służy za doskonały przykład klonowania całego modelu biznesowego na, można powiedzieć, masową skalę. Prezentujący bez skrupułów przyznał, że w takim podejściu do biznesu w sieci nie ma nic złego, chociaż warto starać się oferować wartość dodaną do produktu, czy usługi w celu ucieczki przed konkurencją. Ważna jest jednak szybkość, sprawność i odpowiedź biznesu na konkretne potrzeby potencjalnych użytkowników. W Grouponie bardzo ważne jest silne zaplecze kapitałowe, co daje możliwość zatrudniania najlepszych ludzi. Co ciekawe, w polskim oddziale (wcześniej crocodeal i citydeal) nowy pracownik był zatrudniany średnio co 2 dni przez ostatnie 10 miesięcy działalności. Podstawową trudnością groupona jest balansowanie między zadowoleniem i podnoszeniem wartości dla użytkowników, a dopracowaniem oferty dla przedsiębiorców, co wcale nie jest proste, ale pozwala budować i utrwalać przwagę na silnie nasyconym i konkurencyjnym rynku.

Ciekawie zapowiadające się szkolenie okazało się świetnym warsztatem, w którym udział wzięło niewiele osób (dziwne, wszyscy myślą, że wiedzą jak być innowatorem?), ale pozwoliło to na fajną współpracę i interakcję. Łukasz Wiewiórowski w ciekawy sposób zaspokoił potrzeby interesującego grona uczestników. Był przedsiębiorca IT, przedsiębiorca nienawidzący bełkotu technicznego i komputerowego, programiści klasyczni i aplikacji facebookowych oraz reprezentanci fundacji Netcamp – każdy z otwartą głową, doświadczeniami i planami na przyszłość.

Nie chcę zdradzać szczegółów, bo to w końcu nasza przewaga, że w mieliśmy okazję w warsztatach uczestniczyć, ale napiszę kilka najciekawszych wniosków:

  • Innowacja to nie wynalazek, a odpowiedź na potrzeby klientów. Nie chodzi o to, żeby zrobić coś inaczej, niż wszyscy, ale żeby zdiagnozować potrzebę, poznać klienta, porozmawiać z nim i dać mu rozwiązanie, które bardziej mu pomoże i będzie dla niego ważniejsze od substytutów.
  • Wychwytuj megatrendy, a nie analizuj konkurencję – dopiero po odkryciu lub przeczytaniu informacji o trendzie na rynku biznesowym szukaj możliwości dla swoich kompetencji i wtedy szukaj odpowiedników technologicznych oraz konkurencji. Analiza konkurencji pokazuje jedynie staus quo i ogranicza przyszłościowe planowanie rozwoju i potencjał do osiągnięcia sukcesu.
  • Ważne jest jakie potrzeby klientów zaspokajasz i w jaki sposób z produktu, czy usługi korzystają. Często analizę grup docelowych zaczyna się od intuicyjnego, eksperckiego lub podpartego badaniami profilu demo- i psychograficznego targetu. Wszystkie pozostałe działania podporządkowujemy tej grupie strzelając sobie w kolano ograniczając możliwości biznesowe i rezygnując z potencjalnych nisz i klientów niestandardowych.
  • Zaplanuj czas na innowacyjne myślenie! Jak można pozwolić sobie na zostawienie wszystkich obowiązków i nawarstwiających się spraw „na wczoraj”? Ma to sens. Kreacja nowych pomysłów, ich ocena i być może zastosowanie w praktyce zwrócą się w przyszłości. Warto więc ustalić indywidualny dzień innowacji choćby raz w miesiącu i wykorzystać go właśnie na ten cel. Zamiast gonić za codziennymi sprawami i stać w miejscu, zostań innowatorem.

Poruszyliśmy znacznie więcej kwestii, omówiliśmy znane przykłady dobrych i złych innowacji i na chwilę wróciliśmy też do szybkiej ścieżki globalnej ekspansji Groupona, do czego odniosę się jeszcze w jednym z kolejnych postów. Organizatorom gratuluję pomysłu i życzę powodzenia w dalszych działaniach!

Like this at Facebook!
18/02/2011 / karol.krol

Venture Capital a finansowanie społecznościowe

Venture Capital to fundusze, które wypełniają lukę kapitałową finansowania przedsięwzięć na wczesnych etapach rozwoju. Finansowanie społecznościowe może stać się dla nich konkurencją, dzięki czemu rozwinie się rynek i poprawią się relacje na linii przedsiębiorca-inwestor. Zaprezentuję podobieństwa, różnice i przewagi obu źródeł finansowania, które pokażą, czy faktycznie tak istotna zmiana na rynku kontroli jest możliwa.

Opisując koncepcję 4F – Founders, Family, Friends and Fools i siłę mikrofinansów pokazałem crowdfunding pomiędzy właśnie rodziną i bliskimi, a profesjonalnymi aniołami biznesu i funduszami VentureCap. Podstawowym wyróżnikiem był tam minimalny próg inwestycji. Naturalnym wydało się to, że 4F pozwalają zacząć od zera, z kolei profesjonalni inwestorzy bardzo rzadko angażują kapitał mniejszy, niż 100 000 zł. Finansowanie społecznościowe mimo kilku przykładów dużych inwestycji, raczej koncentruje kapitał w wysokości kilku-kilkudziesięciu tysięcy dolarów/euro. Żeby porównanie czytało się wygodniej, porównanie przedstawie w formie tabelki.

Między VC i finansowaniem społecznościowym nie można postawić znaku równości. Nawet bardziej rozwinięty rynek crowdfundingu nie wyrzuci z rynku agresywnych VC. Przewagi każdego z tych źródeł finansowania młodych przedsięwzięć należy ocenić na podstawie kluczowych obszarów danego planu biznesowego i na tej podstawie podjąć decyzję. Liczę na to, że rozwój tego modelu finansowania poprawi warunki i relacje między właścicielami kapitału i przedsiębiorcami.

Polub stronę crowdfunding.pl na facebook’u – kliknij obrazek w prawym menu na górze strony!

12/02/2011 / karol.krol

Zakupy grupowe w Polsce – wnioski z raportu

Zakupy grupowe na całym świecie zyskują miliony uczestników. W przeciągu kilkunastu miesięcy wykreowano wielomiliardowy segment na globalnym rynku, który z niesłychaną łatwością zapewnił sobie rozwój. Warto przyjrzeć się, jak rynek ten wygląda w Polsce.

O fenomenie social shopping pisałem już, za przykład podając czempiona rynku – Groupon, obecnego także w Polsce dzięki przejęciu citydeal.pl. Istnieje kilkanaście stron tego typu, które chcą wziąć udział w pośrednictwie między przedsiębiorcami, a ich potencjalnymi klientami. Coraz częściej spotkać można komentarze dotyczące tego, że jedyną zwycięzką stroną w tym modelu biznesowym są właśnie portale pośredniczące w transakcjach. Z drugiej strony niska technologiczna i finansowa bariera wejścia na rynek sprawia, że po liderach na lokalnych rynkach następuje duża przerwa, a udział pozostałych platform jest rozproszony proporcjonalnie na kilkanascie-kilkadziesiąt podmiotów. Ciekawiej prezentują się jednak wyniki raportu PBI „Zakupy grupowe w Polsce”, z którego wynika szereg informacji na temat kupujących bony.

Przeciętny Polak korzystający z ofert zamieszczonych na portalach zakupów grupowych to: 15-34-letnia (58%) kobieta (59%), która kupiła bon 2-3-krotnie (37%), przeważnie do restauracji (54%) lub SPA (29%) i pochodzi ze wsi (31%) lub miasta powyżej 500 tys.(20%). Zwłaszcza ostatnia obserwacja jest ciekawa, gdyż większość ofert dotyczy rynków lokalnych w największych miastach w Polsce. Odsetek osób z miast do 100 tys. mieszkańców i wsi wynosi 59% ogółu, co świadczy o tym, że zakupy grupowe pozwalają dotrzeć do klientów, którzy muszą pokonać barierę odległości w celu realizacji bonu.

Interesujące są dane dotyczące rozumienia pojęcia zakupów grupowych. Jak wynika z badania nie jest to jeszcze pojęcie powszechne, mimo popularności stron z ofertami.

Jak widać zakupy grupowe relatywnie dużej grupie nie mówią nic (19%), a część Polaków myli je z e-commerce (4%) lub kojarzy się z niezbyt komfortową atmosferą zakupów („zakupy w tłumie, hałas, tłok” – 6%). Nie zmienia to faktu, że portale group buying mają już ponad 3 miliony użytkowników w Polsce, a liczba ta rośnie stale. Wg Megapanelu zasięg wynosi tylko 17%, więc istnieją jeszcze duże możliwości rozwojowe.

Pytanie jest proste – kiedy zniżki na podstawowe usługi zaczną być naprawdę atrakcyjne dla firm oraz konsumentów? Podstawowym problemem zakupów grupowych w Polsce jest ograniczony typ, niska cena i przeciętna jakość oferowanych zniżek. Przy odpowiednio wysokim stopniu wykorzystywania bonów, koszty akcji tego typu włącza się do budżetu reklamowego, z tym że z punktu widzenia komunikacji nie ma to sensu. Konsument sprawdza rodzaj usługi i jego cenę, a niekoniecznie dostrzega logotyp,  komunikację i pozostałe produkty i usługi oferenta.

Z uwagi na to, że zbliżają się walentyki, które część Czytelników prawodpodobnie będzie obchodzić, polecam film przygotowany przez Socialnomics. Tak walentynki spędza fan social media – pojawiają się także zakupy grupowe i dobry przykład traktowania ich przez konsumenta, zgodny z tym co opisywałem powyżej. Pozdrawiam!

06/02/2011 / karol.krol

Crowdsourcing społeczny – Gałęzie Crowdsourcingu

Każdy internauta ma inne kompetencje, zdolności i posiada wiedzę w określonym obszarze. Wykorzystanie tych jednostkowych umiejętności i zaangażowanie części społeczności wirtualnej może przynieść wymierne korzyści pozostałym. Nie tylko w planowaniu, prowadzeniu i rozwoju biznesu crowdsourcing ma zastosowanie. W kolejnej części „Gałęzi Crowdsourcingu” opisuję portale crowdsourcingu społecznego.

Crowdsourcing społeczny rozumiem jako wynik działań nieograniczonego tłumu korzystającego z określonych narzędzi, który służy wszystkim i nie wymaga pokonywania dodatkowych barier (opłat, przynależności). Flagowym przykładem jest wikipedia, która doskonale obrazuje sens i korzyści z crowdsourcingu. Autorzy strony udostępnili proste narzędzie do dodawania treści, które dzięki skutecznym algorytmom moderacji dodawanych treści stało się największą encyklopedią na świecie. Treści zamieszczone na stronie są tworzone i edytowane przez miliony użytkowników na całym świecie, a najważniejsze hasła są często aktualizowane przez osoby, które czują się za nie odpowiedzialne.

Z uwagi na to, że Wikimedia Foundation nie wierzy do końca w mądrość i dobre intencje wszystkich użytkowników, każdy wpis i aktualizacja muszą zostać zaakceptowane przez moderatora. Dzięki temu w bardzo dużym stopniu udało się uniknąć gromadzenia treści nieistotnych, niekompletnych czy spamu. Oczywiście część haseł jest opisana niedokładnie, czasem błędnie, ale wikipedia nie jest źródłem encyklopedycznym, które można zaliczyć do literatury podmiotu, a raczej miejscem w którym szybko i skrótowo można znaleźć informację o danym haśle. Popularność strony spowodowała, że większość haseł jest bardzo wysoko pozycjonowana w wyszukiwarce google, co ma wpływ na rozwój rozumienia i tworzenie definicji różnych zjawisk, czy przedmiotów. Niestety informacje ze strony często traktowane są jako w pełni poprawne i wykorzystywane jako materiał encyklopedyczny.

Aby zminimalizować błędy w treści wikipedia wykorzystuje bardzo wiele narzędzi weryfikacji, które jednocześnie służą późniejszym czytelnikom danego wpisu – przypisy zewnętrzne z dobrych źródeł (portale naukowe, strony informacyjne, bibliografie książkowe), powiązanie z kontami w innych językach, wewnętrzne hiperłącza do słów kluczowych z tekstu, czy prośby o współpracę ze zweryfikowanymi instytucjami, które nadzorują jakość wpisów o istotnych zjawiskach. Rozwój wikipedii ciekawie pokazuje rysunkowy filmik zamieszczony poniżej.

Popularnośc wikipedii sprawiła, że w bardzo wielu dziedzinach nauki i wiedzy stosuje się tzw. „wikis” jako zbiory informacji. Dodawanie wpisów z pomocą edytora WYSIWYG (what you see is what you get – edytor wizualny, który treść i formatowanie zamienia na język html), łączenie haseł i słów kluczowych, uboga forma graficzna, która pozwala skupiać się na najważniejszych elementach strony, czy intuicyjna obsługa zostały przyjęte niejako za standard. Wszystko to pomaga pracować i powiększać swoje kompetencje wielu osobom na świecie.

Crowdsourcing społeczny wykorzystywany jest głównie w nauce, ale również przez jednostki rządowe lub służb państwowych. Za przykład może posłużyć akcja Uniwersytetu w Berkeley – SETI@Home, która polega na udostępnieniu wolnej mocy obliczeniowej własnego komputera podczas korzystania z niego w celu odbierania danych i sygnałów pochodzących z kosmosu. Zwiększone możliwości pozwalają naukowcą na przetwarzanie zdecydowanie wiekszej ilości informacji, uczestnikom projektu dają szansę na uczestnictwo i naukę pobieraną od prestiżowej agendy rządowej, a dodatkowo projekt przysługuje się poznaniu kosmosu i rozwoju dziedzin naukowych z tym związanych. O tej realizacji pisałem nieco więcej w jednym z pierwszych postów o crowdsourcingu.

Ciekawy przykład wykorzystania odpowiednich narzędzi internetowych w celu wydobycia potencjału crowdsourcingu daje polska gmina Klembów. Aby zwiększyć przejrzystość działań inwestycyjnych i rozwojowych na terenie gminy oraz zachęcić mieszkańców i potencjalnych inwestorów do konsultacji społecznych przygotowano ciekawą mapę interaktywną. Interesariusze w prosty sposób mogą zapoznać się ze szczegółowymi informacjami z Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego dotyczącymi danej działki i za pośrednictwem platformy wziąć udział w konsultacjach społecznych, a na pewno w prosty sposób zapoznać się z planami urzędników dotyczącymi miejsca zamieszkania.

Nie jest to przykład na miarę wikipedii, czy SETI, ale dobrze pokazuje zalety crowdsourcingu dla mniejszych grup interesariuszy, dzięki stworzeniu środowiska internetowego, które może przysłużyć się większej grupie odbiorców. Poza generowanymi treściami, także komentarze i opinie innych użytkowników mogą przyczyniać się do wydobycia głosu społecznego i dostosowania działań do woli zaangażowanej społeczności.

Cechy:

  • treści generowane i udoskanalane przez społeczność
  • charakter publiczny i pro publico bono
  • nie tworzony dla celów komercyjnych, ale może wspierać procesy decyzyjne w biznesie
  • korzysta z „mądrości tłumu”

Przykłady:

  • wikipedia.pl

Model biznesowy:

Crowdsourcing społeczny musi spełniać swój podstawowy wyróżnik, czyli być dostępny dla każdego i wspierać inicjatywy niekomercyjne powszechnie przydatne. Komercyjne zastosowania i realizacje zostaną opisane w kolejnych częściach cyklu „Gałęzie Crowdsourcingu”.

02/02/2011 / karol.krol

Platformy social news – Gałęzie Crowdsourcingu

Pierwsza część cyklu „Gałęzie Crowdsourcingu” będzie dotyczyć portali społecznościowych  związanych z gromadzeniem  i oceną wiadomości. Odpowiedzią na potrzeby informacyjne użytkowników są portale social news. W kategorii tej przoduje digg, delicio.us, czy nasz rodzimy wykop.

Wraz z coraz szybszym zalewem informacji pojawił się problem segregacji danych na istotne oraz te nieznaczące. W Internecie każdy portal newsowy musi generować i przedstawiać wiadomości najszybciej i jak najczęściej. Niskie koszty publikowania w sieci nawet przez uznane offline’owo marki doprowadziły do publikowania nowej informacji po każdej drobnej zmianie z nią związanej. Co więcej,  pisze się o wszystkim, a z uwagi na to, że nowe posty pojawić się muszą – jak nie ma informacji, to trzeba ją stworzyć. Coraz częstszą praktyką największych polskich portali newsowych jest publikowanie tych samych informacji pod różnymi tytułami w kolejnych dniach. Tworzone są także ogromne listy kategorii wiadomości, gdyż „wiadomości dnia” co 15 min listują zupełnie inne informacje. Problem czytelnika polega na zmaksymalizowaniu własnej użyteczności korzystania z takiego portali, czyli przejrzenia tego, co najważniejsze.

Na takie potrzeby odpowiadają mechanizmy sortowania wiadomości, które mogą zostać dokonane na dwa podstawowe sposoby metodą ekspercką i metodą społecznościową. Nikt nie ma czasu śledzić newsów non-stop, zwłaszcza że większość z nich nie jest interesująca. Z drugiej strony wiadomości telewizyjne w formie reportażowej (a więc dłuższej) opisują 5-8 newsów z danego dnia, które nie muszą reprezentować najistotniejszych wydarzeń.

Niektóre portale określają jakie newsy są najważniejsze i pokazują je wraz z zajawkami w centralnej części strony. Wszystkie pozostałe newsy są archiwizowane, tagowane i dodawane do kategorii oraz listowane chronologicznie w widocznym, ale nie najważniejszym punkcie portalu. Dobrze pokazuje takie podejście strona Pulsu Biznesu.

social news

Takie rozwiązania choć pomagają, to nie rozwiązują problemów rzeszy internautów. Opracowano jednak model biznesowy, który zaspokaja te potrzeby i, jak już się okazało, jest przychodowy. Są to tzw. portale social news. Użytkownicy mogą uploadować wraz z opisem dowolne znalezisko z sieci – informację, obrazek, film, aplikację. Następnie obiekt taki jest oceniany i komentowany przez społeczność, a najbardziej popularne są listowane na stronie głównej portalu. Takie rozwiązanie nie zaspokaja potrzeb każdego, ale przy dużej ilości głosujących docenione zostają najważniejsze lub najciekawsze informacje, przy zdywersyfikowanym rozkładzie głosów skrajnie pozytywnych i skrajnie negatywnych. Oddziaływanie tych portali jest ogromne, a pojawienie się na stronie głównej powoduje ogromną ilość kliknięć. Wynika to z większego zaufania innym użytkownikom, którzy nie mają komercyjnych celów podczas głosowania. – w przeciwieństwie do portali newsowych. Ważne jest także to, że strona główna takiego portalu odzwierciedla zdanie wielu osób, a nie pojedynczej dodającej newsa na portalu społecznościowym.

Gałęzie Crowdsourcingu - social news

Kliknięcie w daną wiadomość przekierowuje do strony źródłowej. Użytkownikowi wyświetlana jest stale ramka danego portalu, dzięki której łatwo może dodać swój głos, opinię lub powrócić na główną. Istnieje także możliwość „kastomizacji”, czyli dostosowania wyświetlanych newsów do własnych wymagań. Narzędzie typu social news to dobry przykład indywidualnego crowdsourcingu. Pozwalamy innym ustalić zestaw wiadomości i danych, jakie przeczytamy, ufając opinii mądrego tłumu naszej internetowej społeczności. Z biznesowego punktu widzenia  jest to trudny model biznesowy, gdyż bariera wejścia na rynek jest bardzo niska, a głównym źródłem przychodów są przychody reklamowe, które wymagają zgromadzenia ogromnej społeczności, a właściwie ilości odsłon i unikalnych użytkowników.

Cechy:

  • wiadomości oceniane przez społeczność
  • wyświetlanie zależy od opinii użytkowników
  • segregacja stale napływających informacji
  • korzystanie z nieskończonej ilości źródeł danych

Przykłady:

  • digg.com
  • delicio.us
  • reddit.com
  • wykop.pl
  • sfora.pl
  • gwar.pl

Model biznesowy:

  • tradycyjna e-reklama
  • reklama kontekstowa
  • uploady sponsorowane
  • partnerstwo
  • usługi premium
  • niska bariera wejścia do branży
  • wymaga: ogromnej skali, dużych nakładów reklamowych, oferowania usług dodatkowych, inicjatyw utrzymujących traffic i wspierających lojalność

 

28/01/2011 / karol.krol

Finansowanie społecznościowe w Europie i niemiecki crowdsponsoring

Wczoraj uczestniczyłem w webinarze dotyczącym crowdfindingu, którego organizatorem był niemiecki portal mysherpas.  Po prezentacji dla „niewtajemniczonych” w arkana finansów społecznościowych nadszedł czas na dyskusję, którą udało mi się sprowadzić na temat crowdfundingu w Europie i porównania z USA.

Mysherpas określa swój obszar działalności jako crowdsponsoring – połączenie fundraisingu i crowdfundingu. Oznacza to tyle, że poza gromadzeniem kapitału na rzecz realizacji kreatywnych pomysłów i interesujących inicjatyw, dopuszczają także projekty społeczne i charytatywne. Jest to istotna kwestia, gdyż zasadniczo finansowanie społecznościowe jest źródłem finansowania przedsięwzięć komercyjnych, mimo iż może mieć charakter nieudziałowy.

Wielu uczestników chciało dowiedziec się jak działa sama strona i na czym polega jej wartość dla wspierających i pomysłodawców. Wszystkie te kwestie zostały przedstawione i przedyskutowane. Zapytałem prowadzącego o popularność zjawiska w Niemczech, ocenę działalności po pierwszych kilku miesiącach i z czego wynika tak powolny (jak się okazało rozwój). Crowdfunding w kolejnych krajach zawsze zdobywa duży buzz w mediach tradycyjnych i społecznościowych, nie zawsze przekłada się to jednak na konwersję potencjalnych użytkowników. Markus potwierdził podejrzenie, że Amerykanie mają zdecydowanie większą łatwość i przyjętą tradycję dzielenia się swoim kapitałem. Pomijając aspekty dobroczynności i filantropii, postawy inwestycyjne i współpraca oparta na zaufaniu są na niższym poziomie i trudno spodziewać się nagłych zmian.

Mysherpas odnotowuje duży wzrost unikalnych uzytkowników miesięcznie odwiedzających platformę i spore grono pomysłodawców. Za sukces można też uznac zgromadzenie kapitału na kwotę kilkudziesięciu tysięcy euro w ciągu kwartału, jest to jednak niewiele w stosunku do potrzeb kapitałowych drobnych innowatorów i możliwości jakie crowdfunding może osiągnąć. Istotnym aspektem jest także względne nasycenie rynku niemieckiego w dziedzinie crowdfundingu nieudziałowego. Na chwilę obecną istnieje już 5 platform, które starają się określać sobie główne obszary konkurencyjności. Wszystkie opierają się na identycznym modelu biznesowym i generują ruch między sobą, zamiast zdobywać kolejnych ludzi zaangażowanych we współtworzenie ciekawych projektów.

Finansowanie społecznościowe staje się coraz bardziej modnym tematem w mediach. Na fali sukcesów realizacji i inicjatyw crowdsourcingowych, również finansowanie społecznościowe otrzymuje swoje miejsce w poważnych wydawnictwach. Między innymi słynna agencja Reuters uznała crowdfunding za najważniejszy trend na rynku finansowym w 2011 roku. Dostrzegają to już przedsiębiorcy w Europie i pojawiają się kolejne realizacje w tym zakresie. Na razie są niestety wiernymi kopiami amerykańskich, sprawdzonych portali, ale popularyzacja tego nurtu z pewnością dużo wniesie do rozwoju rynków kapitałowych i pozwoli na realizację interesujących inicjatyw.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: